Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
161.
Nerwowo pociągnęłam struny od gitary. Na próg spadło kilka łez. Nie mogłam nic zagrać, nawet najprostszej piosenki. Nie mogłam nic zaśpiewać, nawet głupiego „Wlazł kotek na płotek”, bo głos łamał mi się po kilku słowach. Załamana przyłożyłam ucho do pudła rezonansowego i jeszcze raz szarpnęłam struny. Fałsz, fałsz i jeszcze raz fałsz! Załamana złapałam gitarę mocno i już chciałam uderzyć nią o podłogę, ale przypomniało mi się, że tą dostałam na swoje szesnaste urodziny od taty. Jako pozwolenie na moje życie, które było raczej imprezowe. Westchnęłam i odłożyłam ją delikatnie na tapczanie wpatrując się w wymalowany na niej czarnym lakierem misterny wzór z liści. Wyglądało to idealnie na białym drewnie. I jeszcze te czarne struny i progi.
Tak. To teraz mogło być rzeczą, która mnie trzymała. Ale dlaczego ona mnie również zawodziła teraz, kiedy tak jej potrzebowałam? Wstałam z łóżka i przeszłam kilka kroków, co już mnie zmęczyło. Udało mi się jedynie dojść do okna żeby złapać butelkę z wodą i podlać stojącą na parapecie paproć. Dłonią otarłam policzki od łez. Chcąc nie chcąc musiałam odsłonić przynajmniej na kilka godzin okno zęby kwiaty w pokoju miały trochę światła. Niechętnie to zrobiłam i lekko uchyliłam okno. W tym samym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Pełna obaw zeszłam na dół niemal wlokąc się po schodach. Spojrzałam przez wizjer i widząc, że to jedynie Seitaro otworzyłam drzwi.
- Nie przejmuj się moim wyglądem. – Od razu zakomunikowałam mając na myśli najzwyklejsze dresowe, szare luźne spodnie i długą koszulkę na ramiączkach. – Wchodź…
- Julia? - Spytał nieco zdziwiony, wchodząc do środka. - Co się stało? - Spytał znowu, zmartwionym głosem.
- Nic. Naprawdę. – Dodałam widząc, że nie za bardzo mi wierzy. Zaprowadziłam go do kuchni chyba jedynego pomieszczenia, w którym nadal panował względny porządek. Dłonią przeczesałam splątane, choć czyste włosy. – Chcesz coś do picia?
- Nie. - Zaprzeczył, dalej patrząc na mnie ze zmartwieniem w oczach. - Od tygodnia nigdzie nie wychodzisz, nie uśmiechasz się, nie utrzymujesz z nikim kontaktów i tym mi mówisz, że wszystko gra? - Spytał z lekkim niedowierzaniem.
- Jak to nigdzie nie wychodzę? Wczoraj poszłam kupić truskawki. – Zaoponowałam cicho nie dopowiadając, że nie udało mi się tam dojść, bo kiedy przypomniałam sobie, że Akihito uwielbiał truskawki z śmietaną przeszła mi ochota na jakiekolwiek jedzenie. Spuściłam głowę w dół. – Naprawdę nic mi nie jest Seitaro.
Westchnął zrezygnowany.
- To ja może pójdę, nie chciałbym ci przeszkadzać. - Szepnął, z nutką żalu, że nie chcę mu powiedzieć, o co chodzi. Z zawieszoną głową poszedł w stronę wyjścia. Przygryzłam mocno wargę. Nie chciałam zęby się o mnie martwił, dlatego nic mu nie mówiłam, ale teraz wcale nie wyglądał na specjalnie szczęśliwszego.
- Nie przeszkadzasz mi. Przecież wiesz… - Powiedziałam cicho uważnie go obserwując. Zarumieniłam się lekko, kiedy na mnie spojrzał na natychmiast lekko spuściłam wzrok. – Zostań tylko… nie patrz na mnie, a przynajmniej staraj się tego nie robić. Wyglądam okropnie, wiem.
- Wyglądasz ślicznie, jak zwykle. - Odpowiedział i znowu westchnął. - Właśnie wydaje mi się, że w czymś ci przeszkodziłem, wybacz...
- Nie przeszkodziłeś. Od tygodnia nie ma mi, w czym przeszkadzać. – Wyznałam obrzucając go lekkim spojrzeniem. Uśmiechnęłam się lekko. – Nie będziemy stać w korytarzu prawda? Nie wiem… Pójdziemy do mojego pokoju?
- Możemy iść do twojego pokoju. - Przytaknął, ale tym razem bez uśmiechu. Posłusznie poszedł za mną na górę, nie odzywając się nawet słowem.
- Coś się stało Seitaro? – Zapytałam lekko przestraszonym głosem czując, że się nie odzywa. Poczułam jak w moich oczach zbierając się łzy, bo wewnątrz siebie czułam, że to moja wina, że jest taki smutny. Wszystko było moją winą…
- Nic się nie stało, po prostu się martwię, a ty jeszcze mi nie chcesz nic powiedzieć. A ja i tak wiem, że coś nie gra. - Spojrzał na mnie i westchnął. - Przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć...
- Wiem, ale… Seitaro powiedz, co jest ze mną nie tak? – Zapytałam cicho wchodząc do pokoju. Nie czekając aż wejdzie rzuciłam się na lóżko i objęłam mocno leżąca na nim poduszkę, w którą przez ostatni tydzień się wypłakiwałam.
- Masz zapuchnięte oczy, twoje spojówki straciły dawny blask, nie uśmiechasz się. Myślisz, że tego nie widać? - Spytał, siadając na krześle przy biurku.
- Nie o to teraz pytałam. Co jest ze mną ogólnie nie tak? Co ci najbardziej we mnie przeszkadza Seitaro? – Zapytałam kręcąc lekko głową. Wpatrzyłam się w jego jasne, zmartwione tera zoczy i poczułam się jeszcze gorzej. Miałam przez ten czas nadzieję, że już go nie obchodzę. Że nie będzie musiał potem cierpieć przez to, jaka jestem…
- Chyba to, że myślisz, że nikomu na tobie nie zależy. - Odpowiedział, po głębszym zastanowieniu. - A tak nie jest. Wszyscy się martwią! No dobra, nie wszyscy...
- Tylko to? – Zapytałam cicho nie wierząc w to. Może się martwił, ale tylko on. Tata pewnie nawet o tym nie wiedział, i dobrze. Spojrzałam na okno wychodzące na ulicę. Zamknęłam na chwilę oczy i schowałam twarz w poduszkę żeby Sei nie zobaczył moich łez. Poczułam jak niebieskowłosy siada obok i nieśmiało mnie obejmuje.
- Nie płacz. - Poprosił cicho. - Powiedziałem coś nie tak?
- Przed misją Akihito… ja z nim byłam i spałam z nim… A kiedy było po wszystkim on… On powiedział, że… Że nie chce być już… Ze mną. Ja poczułam się… Jak ostatnia dziwka… Jak ostatni… Śmieć. Nic nie warta. – Wyznałam urywając, co chwilę zęby móc zaczerpnąć oddechu przerywana spazmami płaczu. Automatycznie puściłam poduszkę i wtuliłam się w Seitaro. Poczułam się lepiej, kiedy to komuś powiedziałam, ale zrozumiałabym gdyby on nie widział w tym nic strasznego. W końcu Akihito to był jego brat.
- Wcale tak nie jest. - Stwierdził, gładząc mnie dłonią po włosach. - Akihito taki jest, rozumiem, że cię skrzywdził, ale on nie potrafi się kimś zaopiekować, nawet własną dziewczyną. - Dodał, trochę rozbawiony. - Nie wiem jak mogę ci pomóc.
- Por raz pierwszy w życiu ktoś ze mną zerwał… ktoś mnie zostawił. Nie wiedziałam, że to takie trudne… Dla kogoś porzuconego… - Wychlipiałam cicho nadal nie podnosząc głowy tylko przytulając ją do jego ciepłego ramienia.
- Ja cię nie zostawię. - Zapewnił i pocałował mnie delikatnie w czubek głowy. - Nie musisz się martwić, nigdy nie zostaniesz sama.
- Pewnie każdy z was tak mówi. – Powiedziałam cicho i podkuliłam mocno nogi. – Po pewnym czasie przestanę ci się podobać, znudzę ci się i ty też mnie zostawisz…
- Pomyśl logicznie... Jeżeli miałabyś mi się znudzić, to już dawno by się to stało. - Stwierdził z prostotą. - A teraz już nie płacz... Lia nie płacze. - Zauważył, unosząc moją głowę. Starł mi z policzka łzy i uśmiechnął się krzepiąco.
- Dziękuję Seitaro. – Powiedziałam cicho przytulając się do niego. Nie spuściłam głowy. Wpatrywałam się w jego ciepła twarz próbując się przekonać, że to, co powiedział było prawdą. Tak bardzo chciałam w to wierzyć.
- Już dobrze? - Spytał, znowu przejeżdżając dłonią po moich plecach.
- O wiele lepiej. – Powiedziałam bardziej stanowczym głosem niż na początku. Uśmiechnęłam się lekko, co przyszło mi z trudem. – I tak bym z tobą wygrała w kosza… Nawet w takim stanie!
- Domyślam się. - Mruknął, lekko niezadowolony, ale szybko się uśmiechnął. - To może pójdę już? Naprawdę nie chcę ci przeszkadzać, a ty pewnie chcesz się położyć i odpocząć.
- Coś powiedziałam nie tak? – Zapytałam przestraszona, że go czymś uraziłam. Czułam się dziwnie z tym, że on cały czas chciał stąd iść. Może tak naprawdę nic do mnie czuł tylko chciał z obowiązku zęby mnie pocieszyć tak mówić?
- Nic! Wszystko w porządku. - Zapewnił, uśmiechając się. - Wiesz przecież, że nie lubię się narzucać... Jestem nieśmiały! - Dodał, rumieniąc się delikatnie.
- Nie narzucasz się Seitaro. – Powiedziałam cicho, nie byłam pewna czy kłamał czy mówił prawdę. Miałam taki mętlik w głowie! Oddałabym wszystko byle tylko móc się pozbyć z głowy tej cholernej plątaniny. Położyłam się powoli na łóżku i zwinęłam zręcznie w kłębek.
- Dobrze, w taki razie zostanę. - Powiedział i odgarnął z mojej twarzy włosy. Nachylił się i pocałował mnie lekko w czoło.
- To może ja pójdę wziąć kąpiel… Ale nie myśl, że tak łatwo się mnie pozbędziesz sprzed oczu! Będziesz musiał siedzieć w łazience żebym nagle nie zechciała się utopić! – Przestrzegłam go całkiem poważnie choć z lekką nuta rozbawienia w głosie.
- Mam patrzeć jak się myjesz? - Spytał, rumieniąc się mocno.
- Nie. Będziesz widział jedynie moja głowę wystającą znad piany i ręce. Może też kolana i kawałek nóg. Nic więcej. – Przestrzegłam go i zaśmiałam się cicho z jego rumieńców. Usiadłam na łóżku. – Może być?
- Może być. - Przytaknął, trochę zmieszany.
- Jeśli nie chcesz bo ci to przeszkadza to mi od razu powiedź! – Zastrzegłam sobie powoli wstając z łóżka.
- Pasuje mi! - Odpowiedział szybko, również wstając. Zaśmiał się cicho. - Dla ciebie wszystko, Lia.
hiro-gina 26/05/2009 20:21:57 [
Powrót]
Komentuj